Wywiad z Dominikiem Strzelcem cz. I

Prezentujemy Państwu pierwszą część wywiadu z Dominikiem Strzelcem, mieszkańcem Gminy Szydłowo, pasjonatem ogrodnictwa i majsterkowania, prowadzącym znane masowej publiczności, ogólnopolskie programy telewizyjne „Usterka” oraz „Odlotowy Ogród”. Rozmowę przeprowadził Tobiasz Wiesiołek.

 

Na wstępie chciałbym pogratulować statuetki Lidera Sukcesu, przyznanej na uroczystej gali przez Zarząd Powiatu Pilskiego. Czy spodziewał się Pan takiego wyróżnienia?

Odpowiedź na to pytanie mógłbym zamknąć krótką odpowiedzią „nie”. Nie będę ukrywał, że jest to pierwsze tak duże wyróżnienie i wyraz zaufania. Przyjęcie takiej statuetki niesie za sobą pewne konsekwencje. Jakie? Na pewno jest to mobilizacja, żeby powalczyć o statuetkę w kolejnym roku. Znowu będzie trzeba uczestniczyć w różnych akcjach społecznych i charytatywnych, wpierać inicjatywy lokalne i młodych ludzi z pomysłami na rozwój, robić to z sercem, zaangażowaniem i pasją. Oczywiście każda droga ma swój finał, tak będzie w tym wypadku. Jeżeli będzie statuetka to super, jeżeli nie będzie statuetki to też super, bo wiem że dołożę się do czego fajnego.

Bardzo fajnie, że chce Pan kontynuować swoją działalność społeczną, ta statuetka okazała się niezłym mobilizatorem do dalszej aktywności. Czy wcześniej w karierze zdarzały się podobne wyróżnienia, czy nagrody?

Nie, zawsze musi być ten pierwszy raz. Lider Sukcesu jest takim pierwszym razem. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się wyróżnienia nadanego z takim przytupem. Wcześniej dostawałem podziękowania za angażowanie się w akcje, w których uczestniczyłem. Jednak to wyróżnienie, przyznawane w gronie przedsiębiorców, różnych instytucji i władz lokalnych jest dla mnie dużym honorem i zaszczytem. Jest kołem zamachowym na kolejny rok.

Znamy Pana z telewizyjnych programów takich jak „Odlotowy Ogród” czy „Usterka”. Pomówmy o pierwszej pasji, czyli miłości do roślin. Kiedy pojawiło się zamiłowanie do ogrodnictwa?

Będę konsekwentnie powtarzał to samo, od momentu kiedy z żoną rozpoczęliśmy budowę domu. Coś zatrybiło i przeskoczyło w głowie. Na początku silnie deklarowałem, że ja nie jestem kret, ja w ziemi nie będę rył. Jednak życie dopisało inny scenariusz. Pojawił się dom, a dookoła niego pustynia. Trzeba było coś z tym zrobić, zagospodarować i uporządkować przestrzeń. Pierwszym tematem była trawa. Musieliśmy zapobiec temu, żeby piasek nie wnosił się do domu i było przyjemnie. Następnie robiliśmy chodniki, zająłem się architekturą. Przynosiło mi to wiele przyjemności, ponieważ zawsze interesowałem się majsterkowaniem, budowaniem i konstruowaniem. Także wspólnie z tatą zrobiliśmy wszystkie utwardzenia, alejki i sukcesywnie pojawiały się kolejne rośliny. Przyznam, że zostałem w temat wkręcony przez żonę, trochę podstępnie a zarazem zgrabnie i sprytnie zachęciła mnie do sadzenia dużych roślin w wielkich donicach.  Ona jako kobieta nie była w stanie tych dużych roślin przenosić. I tak sadziłem kolejne duże drzewa, krzewy, strasznie w to wsiąkając.

Czyli wcześniej nie było żadnego kontaktu z roślinami?

Nad tymi które były w domu, na parapetach całkowicie panowała małżonka. Ja nie miałem zielonego pojęcia o ich hodowaniu. Pasja zaczęła się jakieś dziesięć lat temu, po wprowadzeniu się do domu.

Czy uważa Pan, że praca z roślinami może kształtować charakter?

Bezwzględnie i bezsprzecznie. Dlatego, że po pierwsze daje nam świetny komfort jeżeli chodzi o wypoczynek i relaks. Rośliny to taka fajna materia, która nie negocjuje, nie stawia warunków, nie ma żądań, tylko prosi o jedno, żeby zadbać i dać jej szansę. Czyli poczytać, zapoznać się, upewnić się, że to ten gatunek, znaleźć doskonałe siedlisko. Zielony kolor, piękne zapachy, praca na świeżym powietrzu, gimnastyka, naprawdę polecam, to jest coś fantastycznego.

Panuje przesąd, że rozmowa z roślinami pomaga w ich wzroście. Potwierdza Pan tą tezę?

Nie. Ja tego nie doświadczyłem, być może za słabo się przyglądam, natomiast nie rozmawiam z roślinami. Być może ktoś powie, że jestem ignorantem, ponieważ prawdziwy ogrodnik to robi. Ja tego nie robię i nie będę robił. Raczej staram się wytężać wszystkie swoje zmysły, żeby dobrze o nią zadbać.

Mówi się, że grzebanie w ziemi jest swoistym antydepresantem, czy potwierdza Pan tą tezę?

Z tym się akurat zgodzę. Rzeczywiście jest coś takiego. Ogród i praca fizyczna są remedium na wszystkie nasze dolegliwości.

Przejdźmy teraz do majsterkowania. Program Usterka od lat rozbawia widzów, ukazując nieudolność pseudo majstrów. Czy uważa Pan, że program ma bardziej charakter edukacyjny, czy jednak rozrywkowy?

Kiedyś myślałem, że edukacyjny, mający jakąś misję, w której miałem głosić słowo niczym pastor, wyznaczać kierunek tym wszystkim fachowcom. Od dłuższego czasu wiem, że ten program ma dla mnie jedynie wartość rozrywkową. Odłożyłem w kąt poczucie tej misji, że trzeba napominać ludzi, uczulać, podpowiadać. Nie. Nie chcę być ich sumieniem, niech sobie robią po swojemu. Teraz w programie zajmuję się rozrywką, nieskomplikowaną, prostą i bez moralitetu. Wydaje mi się, że to jest klucz i metoda, aby ten program dalej bawił i śmieszył, ja przy okazji też się świetnie bawię.

Zdradzi nam Pan trochę kulis programu, jak wygląda typowy dzień nagrań?

Na każdy odcinek mamy dwa dni, w ciągu których zapraszamy do siebie fachowców. Szukamy ich w lokalnej prasie i lokalnych portalach internetowych. Jeżeli chodzi o materiał, staramy się wybrać ten najbarwniejszy, jednak taki, który nikomu nie zaszkodzi i nie złamie życiorysów. Program ma być lekki, broń boże prześmiewczy.

Jakie najzabawniejsze sytuacje miały miejsce podczas nagrań?

Były sytuacje, których nie spotyka się na co dzień, jednak ujrzały one światło dzienne. Proszę sobie wyobrazić, że po pięciu minutach wizyty fachowca w domu, jest on po dwóch głębszych i w samych majtkach. To był szok obyczajowy, którego doznałem, ja nie wierzyłem, że to się dzieje. Bardzo bym chciał, żeby część ludzi zarzucających nam ustawianie programu mogła wejść ze mną do reżyserki i posiedzieć tam ze mną. Dodam, że to jest bardzo ciężka praca. Pracujemy od godziny 7/7.30 do 22.00 zamknięci w małym pomieszczeniu, które jest dobrze schowane i jest tam na miejscu, bardzo blisko całej akcji.

Czy fachowcy, którzy przychodzą na zlecenie do mieszkania podejrzewają, że występują w programie „Usterka”?

Oni dowiadują się  o nagraniu po trzech miesiącach od nagrania. Z fachowcami prawie nigdy nie spotykam się na miejscu, chyba że zakładamy, że wychodzę z kamerą do nich. Osoby takie wybieramy według określonego klucza, którego niestety nie mogę zdradzić. Staramy się zmontować dobrze materiał, dlatego wybieramy tylko odpowiednie fragmenty z nagrań do odcinka. Nie chcemy nikogo przy tym upokorzyć, zdenerwować, albo sprawić, że ludzie będą mieli jakieś kłopoty.

Czy pasja przekłada się na majsterkowanie w własnych warsztacie? Czy wykonuje Pan elementy wystroju domu, bądź ogrodu?

Zdecydowanie. W programie „Odlotowy ogród” wszystko wykonywanie jest sprawnie, ponieważ ja i cała ekipa uczestnicząca w urządzaniu ogrodów, w tym mój tata znają się na tym. Ogród to nie tylko flora, ale również architektura, konstrukcje różnego rodzaju. Gdybyśmy nie robili tego na co dzień nie udałoby się nam wykonywać takich projektów w programie w tak krótkim czasie.  Majsterkowanie to rzecz, którą bardzo lubię. W swoim garażu dłubie, przeprowadzam renowację mebli, maluje ściany, gipsuje, stawiam ścianki działowe w ogrodzie taras, pergole – wykonuje to sam i sprawia mi to mnóstwo frajdy. Właśnie jesteśmy po pierwszych zdjęciach do nowego formatu, który ukaże się 18 marca w TTV. W 5 min odsłonie, będzie pokazane jak pomalować poprawnie ścianę, jak postawić ściankę z regipsu, jak położyć płytki na ścianie, żeby to było dobrze zrobione. Jeśli bym tego nigdy nie robił, nie zrobił źle, nie sparzył się,  nie wyciągnął wniosków to nie mógłbym być moim zdaniem taki bystry i sprawy w komentarzach, czy w tym o czym opowiadam.

Czy można powiedzieć, że misyjny i edukacyjny charakter realizowany jest w programie „Odlotowy ogród”, natomiast „Usterka” jest programem rozrywkowym?

I to jest właściwy tok rozumowania. W „Odlotowym ogrodzie” jest więcej misji, żeby pokazać ludziom i uczulić na rzeczy, które muszą się zadziać w ogrodzie, żeby miał szanse przetrwać wiele lat, żeby cieszył i żeby  nie męczył. Natomiast „Usterka” jest typowo programem rozrywkowym, chociaż mógłbym tam również wprowadzić sporo wskazówek natury technicznej, porad, ale nie chciałbym nikogo zamęczać. W „Odlotowym ogrodzie” robię to z lubością i prawdziwą pasją,  jakie podłoże do roślin, jak ją wsadzić, kiedy nie sadzić, jak przyciąć, jak zbudować taras, jak zrobić wylewkę, to jest dla mnie ważniejsze, dlatego że to są pieniądze ludzi, którzy Oni sami inwestują i muszą starczyć na wiele lat, chociaż nie łudźmy się, to nie jest martwa natura i raz zainwestowane pieniądze i ciężka praca –nie wystarczą. To jest ciężka praca i trzeba pracować cały czas.

___________________________________________

Niebawem na łamach Szydłowskiej ukaże się część II wywiadu