Hura! hura! dzisiaj matura?

“Hura! hura! dzisiaj matura. Marynara i fryzura. Matura!” śpiewał zespół Farben Lehre. Rok temu podchodząc do egzaminu dojrzałości w ogóle nie rozumiałem tej piosenki. Cieszyć się z matury? Przecież to stres! Przecież to trudne! itd.
Dziś, jeżeli moi koledzy zostaną dopuszczeni do egzaminu, ten utwór stanie się ich hymnem.

Uczeń, który chce się uczyć?

Uczeń, który chce chodzić do szkoły? Brzmi dziwnie? Dla mnie początkowo tak brzmiało. Rozumiałem uczniów klas maturalnych, którym zależy na opanowaniu materiału w jak największym stopniu. Jednak uczniowie klas niższych, którzy mówią o tym, że chcą już wrócić do szkoły to zjawisko rzadko spotykane.
Wystarczy postawić się w ich sytuacji, i wszystko staje się jasne. Oni nie widzą do kiedy nauczyciele będą walczyć o wyższe płace, więc nie mogą zaplanować wolnego czasu na dłużej niż aktualny dzień. Niektórzy mają już plany na wakacje, a nie mają pewności czy lipiec i sierpień będą wolne. Jedno wiedzą na pewno, że materiał trzeba będzie nadrobić!
Nie wiedzą jeszcze kiedy, ale opcji za wiele nie ma. Będą albo dłużej w szkole w tygodniu, albo zajęcia będą odbywać się w soboty. Najczarniejszym scenariuszem, jest odrabianie zaległości w czasie wakacji.

Uczeń, który chce się uczyć? Tak! Bo ten uczeń to człowiek, który ma jeszcze życie poza szkołą. A aktualnie te życie zostało zderegulowane. Oczywiście pojawią się zaraz komentarze, że uczeń chce się uczyć bo chce się nauczyć! Prawda. Jednak w zaistniałej sytuacji, problemy organizacji czasu wysuwają się na pierwszy plan.

Matura to bzdura!

Maturzyści. Oni są akurat w odwrotnej sytuacji. Życia poza nauką nie mają aż do maja. Uczą się ile mogą! Przynajmniej mam taką nadzieję. Oni chcą najbardziej wrócić do szkoły. Dopytać, poprosić o wytłumaczenie, skonsultować się. Ja miałem taką możliwość rok temu. Za co serdecznie dziękuję moim pedagogom. Jednak tegoroczni maturzyści nie posiadają takich luksusów jak możliwość uczęszczania do szkoły!

Nie posiadają komfortu psychicznego, który miał poprzedni rocznik. Dlaczego? Ponieważ nikt nie myślał o tym, że może nie odbędzie się matura. Ba, my byliśmy pewni, że się odbędzie. I tak rzeczywiście było.

Dziś nauczyciele walczą o dobro uczniów także. Niewątpliwie w przypadku wszystkich innych poza maturzystami tak jest. Jednak jak skorzystają na tym ci, którzy zaraz kończą przygodę ze szkołami?

Czy groźba nie odbycia się egzaminów dojrzałości jest dobra dla uczniów ostatnich klas? Ja już mam to za sobą. Zdałem liceum, zdałem maturę, dostałem się na studia. Stresowałem się, czy zdążę poprawić wszystkie oceny a nie czy w ogóle ktoś mi je wystawi. Stresowałem się czy napiszę dobrze maturę, a nie czy w ogóle się ona odbędzie. Stresowałem się czy mnie przyjmą z takimi wynikami na studia, a nie czy w ogóle będę miał możliwość startowania na uczelnie wyższą.

Współczucie, zrozumienie, solidarność!

Aktualnie moi znajomi, i nie mam tu na myśli całej społeczności szkolnej a tych moich przyjaciół, których znam z imienia i nazwiska, przechodzą przez to wszystko.
Współczuję im, bo wiem jaki to był stres bez tych wszystkich dodatkowych bodźców, które ich dotykają.
Rozumiem nauczycieli, że chcą zarabiać więcej. Nic dziwnego! Każdy chce. Bardziej jednak rozumiem maturzystów, których przyszłe życie stoi pod ogromnym znakiem zapytania. Zupełnie nie rozumiem rządu, że dopuścił do takiej sytuacji, w której młodzi obywatele stali się zakładnikami sporu niezależnego od nich.
Solidaryzuje się z uczniami ostatnich klas, bo dlaczego niby ja miałem prawo do przejścia przez ten etap bez jakiś sztucznych przeszkód a oni nie mają?

 

Mi ten strajk nie wyrządza żadnych szkód. Jestem już studentem, więc nie mam zagrożenia nie zdania do następnej klasy. Moje rodzeństwo nie jest ostatnich klasach. Nie piszą egzaminów i poza tym, że nie mogą planować kolejnych dni to żadnych niedogodności nie mają. Rodzice nie mają również problemów z zagospodarowaniem im czasu. Ja na tym, ani moja rodzina nic nie tracimy!

Jednak nie potrafię przejść obok tej sprawy obojętnie. Dlaczego? Bo moi przyjaciele cierpią! Bo ważą się ich dalsze losy.

Dominik Kostka